50 lat. Rok 2016 to w 1966 roku czas niewyobrażalny, niemożliwy i fantastyczny.

A jednak jest, żyjemy i wspominamy, wydaje się tak niedawno. Jest co wspominać. Wtedy w 66 roku, młodzi, pełni zapału do pracy, radości wkroczyliśmy w progi nowej "Tysiąclatki". Jeszcze nieskończone, bałagan i uczymy gościnnie w innych szkołach przez 2 miesiące.

Zatrudniona zostałam na etat muzyka oraz w uzupełnieniu kl. 1c. Dzieciaki piękne, radosne, czasem trochę wystraszone, zapatrzone w panią. Do nauki muzyki mam program, śpiewniki, własne dzwonki i w domu skrzypce. Dość szybko p. dyrektor Piskuła pomógł kupić akordeon, który chłopaki ze starszych klas nosili  z klasy do klasy, bo gabinetu długo nie było. Na oficjalne otwarcie szkoły ja przygotowywałam oprawę muzyczną. Inni uczyli wierszy itp., także sprzątali szkołę. Pierwsza akademia wypadła nieźle. Sale lekcyjne były dość surowe, ławki z otworem na kałamarze, kreda, tablica, atrament. Powoli uzupełnialiśmy pomoce naukowe, upiększaliśmy klasy prze dużej pomocy rodziców.

Maluchy też chętne do pracy, nauki i rozrywki. Powoli powstał chór utworzony z dzieci klas starszych. Maluchy grały na dzwonkach, śpiewały i tańczyły. Kiedyś w zastępstwie dyrygował uczeń R. Zdaniukiewicz na występie w Domu Kultury. Choreografię do tańca, pomysły na tańce przygotowywały też uczennice jak Iza Albrecht, Ewa Bąkowska. Z występami chodziliśmy też do innych szkół, do Domu Opieki dla seniorów, itp.

Utworzyliśmy drużynę zuchową "Polne kwiatki". Z zuchami przez wiele lat jeździliśmy na kolonie zuchowe do różnych odległych miast jak Warszawa, Kraków, Skarżysko i inne. Zwiedzając i ucząc się. Z klasą jeździliśmy na wycieczki: Poznań, Kołobrzeg, Piła i inne bliższe miejsca.

Kiedyś w Poznaniu jeden z urwisów włożył głowę w zabytkową kratę w katedrze i były duże trudności z wyjęciem bo kraty ruszyć nie można. Ale Rodzice jakoś pomogli. Na wycieczce statkiem złapała nas burza i wszystkie maluch wróciły prawie na mojej głowie. Chodziliśmy do zakładów pracy. W piekarni zawsze dostawaliśmy chleb. Potem często do mojego domu, wyciągałam dżem i było śniadanie a czasem grilowanie. W lesie pikniki, dokarmianie zwierząt zimą. Z chórem wyjeżdżaliśmy na występy i konkursy. Czasem były, dyplomy, wyróżnienia nagrody. Było trudno ale i wesoło.

Dzieciaki były różne, wiele razem przeżyliśmy i one pewnie też mają wiele wspomnień. Przyjaźnie gronie nauczycielskim też się kształtowały i wiele pozostało do dziś. Nie wiem co w szkole po mnie zostanie, może jakieś stare zdjęcia, tablo, zapiski w kronice. Wielu nauczycieli to moi uczniowie, może wspomną.

Miło jest czasem wstąpić do szkoły, popatrzeć jak wypiękniała, jak jest wyposażona. Jakie ma piękne programy artystyczne. Czasem jadę z gronem nauczycielskim na wycieczkę, biorę udział w uroczystościach. Miło jest.

To w skrócie bo wspomnień jest na książkę. Może jeszcze napiszę? Kto wie?

Wanda Majewska, 2016
emerytka od 17 lat