1 września 1976 roku rozpoczęłam pracę w Szkole Podstawowej nr 4. Praca ta początkowo była "zimnym prysznicem", z którym nie umiałam początkowo sobie poradzić, 8-śmio klasowa duża szkoła, około 1200 dzieci, głośny wrzask na przerwach nie do zniesienia, zwłaszcza w deszczowe dni. Przerwy jednak to najmniejszy problem, ale jak ten skaczący i krzyczący żywioł opanować na lekcjach i jeszcze nauczyć matematyki, przecież nikt mnie tego nie nauczył, głos zawsze miałam mało donośny, więc moje krzyki nic nie dawały, kończyły się tylko bólem gardła.
Przez pierwszy miesiąc byłam chora, chciałam zmienić pracę na szkołę średnią, ale na razie nie było wakatów. Po miesiącu stwierdziłam, że nie mam innego wyjścia, tylko sama muszę znaleźć drogę dotarcia do tych małych nicponi, uczyłam klasy IV-VIII.

     Zaczęłam zostawać na przerwach i tłumaczyć uczniom zadania rozpoczynając od prostych przykładów. Zauważyłam, że często uczniowie zaczęli doceniać moje dobre intencje i nasze rozmowy często wykraczały poza matematykę, tak nawiązałam więź z uczniami, szczególnie z dziewczynkami z klasy IV-tej, której byłam wychowawczynią. Z moją klasą IV-tą zbliżyliśmy się bardzo, spotykając się popołudniami na zabawach klasowych z okazji Dnia Chłopaka, Andrzejki, Zabawy Karnawałowej, Dnia Kobiet, itp. Dziewczynki bardzo mi pomagały, przygotowując różne konkursy, chłopcy natomiast opracowywali część muzyczną. Przypominam sobie, że niektórych chłopców uczyłam tańczyć, bo podpierali ściany.

     Wracając do mojego przedmiotu zauważyłam, że dzięki tej naszej obopólnej sympatii, więcej osób polubiło ten przedmiot i miało coraz lepsze wyniki. Byli też uczniowie w mojej karierze tzw. "beton" - niewyuczalni i żeby nie przeszkadzać na lekcjach, to mieli za zadanie przygotować pomoce naukowe przed lekcją i oczyścić tablicę. Dbali też o czystość tablicy podczas lekcji i często za szybko zmazywali ledwie co wyliczone zadanie z czego była kupa śmiechu i krzyków uczniów. Prócz nauki, zabaw i wspólnych rozmów były też wspólne wyjazdy w maju na wycieczki po Polsce.

I tak przepracowałam w Szkole Podstawowej nr 4 29 lat, w niej pokochałam ten zawód i do dziś wracam do tego budynku z wzruszeniem i sentymentem. Z wielką dumą dzisiaj opowiadam wszystkim znajomym, że byłam "nauczycielką".

Bogumiła Gąsiorowska