Swoją przygodę z "Czwórką" rozpoczęłam w 15 roku jej istnienia - był to również rok jubileuszowy. Może banalne wydaje się użyte określenie, ale to były inne czasy. Najbardziej utkwiły mi w pamięci duże grupy słuchaczy Studium Nauczycielskiego, które niezmiernie często przychodziły całymi klasami na praktyki studenckie. Nikt nie pytał o zgodę, szkoła była tzw. szkołą ćwiczeń dla studentów. Nie było komputerów, kserokopiarek, tablic interaktywnych, więc wszystkie pomoce wykonywałyśmy ręcznie- historyjki, rozsypanki, liczmany dla uczniów klas młodszych. W szkole i w domu zawsze był zapas kalki, dzięki której można było wykonać materiały dla dzieci. Każda z nas przed lekcją "pokazową" dla studentów czuła wsparcie pozostałych koleżanek. Wypożyczałyśmy sobie różne wcześniej wykonane pomoce, aby zaoszczędzony czas poświęcić na inne działania.

    Nie trzeba było tworzyć tak ogromnej ilości dokumentów, a jednak proces dydaktyczno-wychowawczy przebiegał sprawnie, a dzieci pozyskiwały wiedzę, kontynuowały naukę w kolejnych szkołach, dostawały się na studia, zdobywały tytuły naukowe. Nauczyciel bardzo szybko określał w jakim zakresie należy wspomagać poszczególnych uczniów i zamiast pisać programy naprawcze i tworzyć dokumenty związane z pomocą po prostu jej udzielał - miał czas i siłę do pracy z uczniem.

    W tamtych latach w szkole było bardzo wielu uczniów, były to roczniki tzw. "wyżu demograficznego", lekcje rozpoczynały się o 7.10 a kończyły o 17.20. Ułożenie planu nie było rzeczą łatwą jednak Ela Maliga robiła to w sposób mistrzowski. Wiele lat wspomagałam ją w tym działaniu. Czasami żartowałyśmy, że jest to układanie puzzli. W późniejszych latach sama przejęłam opiekę nad planem lekcji "Czwórki". Ten czas już jednak minął bezpowrotnie, teraz plan zajęć układa się z wykorzystaniem programu komputerowego, kolorowe kołeczki trafiły na dno szuflady. Kiedyś, ktoś pewnie zapyta do czego one służyły.

    Szkoła to my - ludzie tu pracujący. Ludzie z pasją, którzy w większości nie liczą godzin poświęconych na wychowanie i kształcenie następnych pokoleń, organizowanie festynów, uroczystości, spotkań i koncertów. Nie zawsze spotykamy się z pełnym uznaniem tego co robimy, lecz nie  ustajemy w działaniu. Uznając zasadę, że "zawsze po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój". Każda reforma, każda zmiana przynosiła i przynosić będzie coś nowego. Czy lepszego? Nie wiem. Wiem, że bardzo dużo zależy od człowieka, bo nawet teraz w dobie cyfryzacji i komputerów człowiek - nauczyciel jest niezbędny.

    Na przestrzeni lat pracowałam tu z wieloma osobami. Od wielu uczyłam się jak teorię zastosować w praktyce. To starsze koleżanki były praktycznym przekaźnikiem wiedzy dotyczącej ucznia i jego rodzica, wiedzy której nie przekazują uczelnie. Dzisiaj, kiedy sama o sobie mogę powiedzieć, że jestem "stary belfer" mogę im podziękować za wszystkie wspólnie spędzone lata, rady, wskazówki, zawsze wyciągniętą dłoń. Najcieplejsze słowa jednak powinnam skierować do jednej z nich, mówiąc krótko - dziękuję Ci Stasia.

     Choć nie wszystkie lata i zdarzenia będę wspominać ciepło i z łezką w oku, dumna jestem, że pracuję w tej szkole i mam swój niewielki wkład w osiągane przez nią sukcesy.

Ewa Pastusiak